2017 rok

To był ciężki rok. Zaszło w nim wiele zmian.

Ukończyłam kurs. Zmieniłam pracę. Zapisałam się na bachatę. Przeżyłam pierwszą ogromną akcję jako koordynator. Moja przyjaciółka wzięła ślub. Rozstaliśmy się z chłopakiem. Byłam na wycieczce za granicą. Pierwsze święta obchodzone w Toruniu.

Jeśli mam się przyznać, to dla mnie to było chyba trochę za dużo. Szczególnie zmiana pracy.

Powinnam czuć satysfakcję, bo się rozwijam. Ale nie czuję tego. Ani satysfakcji ani rozwoju. To nie jest ta dziedzina, która mnie interesuje. Myślałam że dam radę, bo będę miała kontakt z młodzieżą, a to lubię i w tym się czuję. Ale wcale nie mam z nimi tak dużego kontaktu. Myślałam, że będę mogła wziąć udział w szkoleniu z edukatorów seksualnych, ale jest to niemożliwe ze względów finansowych i czasowych. Myślałam, że zorganizuję półkolonie, ale nie jest to możliwe, ze względów braku kierownika. Myślałam o kilku innych rzeczach, które mogłabym zrobić, ale nie mogę ze względów finansowych. Nie rozumiem ludzi, którzy zapisują się na wolontariat, a potem znajdują wymówki, by nie chodzić na daną akcję. Ręce mi opadają, a wiem ile ludzi czeka na przyjście i na rozmowę. Wiem, że to są ciężkie przypadki, ale niektórzy naprawdę są tak przemili ludzie, że serce mi się kraje. Dostałam raz od pani, która żyje skromnie, dziergane kapcie. Wiecie jakie to było urocze? Dar prosto z serca. Byłam na kilku takich spotkaniach, gdzie wychodziłam ze łzami w oczach, że tak niewiele mogę pomóc. Czuję, że gasnę. Wypalam się. Cały czas czekam, aż wezmę się jakoś i przełamię, że ta praca zacznie przynosić mi radość, że będę faktycznie chciała tam zostać na dłużej. Póki co tak nie jest. Dałam sobie rok. Do maja jeszcze trochę. W maju dam sobie czas na rozeznanie w rynku. Póki co trzymają mnie warunki pracy i wsparcie dziewczyn z pracy. Bez tego od razu bym odeszła.

Pogubiłam się. W swoim życiu. Wiesz, ja nie mam marzeń. Nie mam planów. Nie mam celów. Bez tego nie potrafię dobrze żyć. Nie wiem czego chcę, co jest priorytetem. Mój były chłopak, z którym nadal mieszkam i jesteśmy na stopie przyjaźni, powiedział, że powinnam żyć tu i teraz. Robię to już od jakiegoś czasu i źle mi z tym. Potrzebuję celu, by się zmobilizować, zmotywować i dążyć do czegoś. Czegoś, co da mi siłę napędową. Gdzie będę wiedziała, że muszę się spiąć, albo z czegoś zrezygnować dla tego, czego chcę i że będzie warto. Gdzie jak to dostanę, to poczuję przepływającą falę szczęścia i postawię sobie większą poprzeczkę.

Moim postanowieniem noworocznym jest znaleźć cel i zacząć znowu marzyć. Bo marzenia są piękne.

Jest 13.01.2017 roku. Pomijam piątek 13. Zobaczmy co da mi ten rok.

 

 

Jedna myśl na temat “2017 rok

  1. Ironiczna Optymistko!
    Swoją drogą, nazwa bloga całkiem adekwatna do powyższego wpisu.
    Nie byłabym sobą, gdybym nie napisała swojej opinii nt. przyjaźni z byłym chłopakiem: uważam, że takiej nie ma. Były chłopak= były chłopak, a nie były chłopak= przyjaciel. Za dużo emocji, może żalu, może chemii. To moje takie zdanie osobiste. I już to zostawiam ten temat.
    Co do marzeń. Też nie mam. Boję się marzyć. Kilka marzeń w życiu mi się spełniło, ale jestem teraz na takim etapie w tym swoim istnieniu, że obawiam się porażki, ich niespełnienia. A nie chcę kolejnych rozczarowań.
    Z tego, do czego mogę się przyznać (nawet przed samą sobą), to chciałabym, żeby… chciało mi się chcieć. Być. Żyć. (Nie, nie, nie myślę o żadnym samobójstwie, tylko o takim życiu- życiu, nie egzystencji). Dużo spraw nie zależy ode mnie i w tym momencie nie chcę o nich myśleć, jest ich zbyt dużo, są zbyt trudne i bolesne. Ale jest też wiele spraw, które ode mnie zależą. Czuję, że gdzieś tam w tym swoim życiu ugrzęzłam. Stuknie mi w przyszłym miesiącu 28 lat (dużo, nie dużo- zależy dla kogo), a czuję się jak…82 letnia staruszka… Tylko praca- dom, praca- dom. Aha. I pies. I mama. I zakupy. Sprzątanie. Liczenie kasy- czy starczy, czy nie. I czasem tak myślę, że fajnie by było coś zrobić, gdzieś wyjść, coś zorganizować. W latach „młodzieńczych” byłam wolontariuszką w wielu organizacjach, byłam wszędzie, chciało mi się. A teraz mi się nie chce. A brakuje mi tego. I tak się zapalam do różnych rzeczy, mam pomysły, a potem… wygasam. I tego mi brakuje, tego mojego entuzjazmu, radości, chęci. Też bym chciała, żeby coś było przede mną, do czegoś się zmobilizować, doświadczać, czuć. Mam nadzieję, że ten 2017 będzie inny niż lata poprzednie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *