Argagamedon!

Za ścianą argagamedon. Nie, dzisiaj nie o tym jak Pan tłucze Panią.

Za ścianą żyje sobie pewna rodzinka. Mama, tata i dwójka dzieci. Mama pracuje, ale raczej od pn do pt w godzinach, kiedy dziecko jest w przedszkolu/szkole, a drugie w żłobku. Weekendy ma wolne. Tata chyba pracuje w delegacjach. Rzadko go słychać. Albo jest typem faceta, który siedzi cicho i boi się odezwać. Bardzo rzadko go słychać. Za ścianą często słychać puszczane „Panie Janie”, „Kukułeczkę” albo inne pioseneczki dla dzieci. Swoją drogą wiem, że tych piosenek nie będę puszczała swoim dzieciom, o ile w ogóle się ich doczekam. Ale jedźmy dalej.

Wczoraj rodzinka wspólnie oglądała mecz. Dzięki nim wiedziałam, kiedy strzeliliśmy gola. Fajna atmosfera, rodzinna, krzyki i radości wspólnie przeżywane. To skąd ten armagedon?

Przed chwilą dziecko zaczęło krzyczeć śpiewając „Przez twe oczy zielone oszalaaaaaaaaaaaaałem!” Chociaż więcej krzyku niż śpiewu. W przeciągu godziny to dziecko śmiało, płakało, wrzeszczało, krzyczało, bluzgało. Zaczął się kłócić z matką, że ona zepsuła mu zabawkę, nie on. Pomijam fakt, że wrzeszczał przy tym, a matka jak równa z równym też krzyczała i dała się wciągnąć w kłótnię. Chociaż nie jestem pewna kto na czyim poziomie był bardziej. Wcześniej dziecko zaczęło krzyczeć „Ja pierdoleeeee!”. Zero reakcji matki. Chociaż teraz jak o tym pomyślałam, to może i lepiej, a jakby razem z nim zaczęła bluzgać? W pewnym momencie obudziło się młodsze dziecko. Żebyście tylko posłuchali tego duetu wrzasków! Matka wrzeszczy do starszego: „Zamknij się!”. Na co on: „Nie zamknę się!”. Oczywiście drząc się. Kolejna próba: „Nie wrzeszcz!”. „A właśnie, że będę wrzeszczał!” Oczywiście drząc się.

Może mi ktoś powiedzieć, co trzeba zrobić, by tak wychować dziecko? Chociaż wychowanie to za duże słowo. Jak ktoś wie, to poproszę. Będę unikać jak ognia.

Dzieci są znerwicowane. Rodzice są znerwicowani. To co się dzieje w domach polskich rodzin woła często o pomstę do nieba. Rodzice biorący pracę po 2 etaty, by żyć godnie. Wracają do pięknych domów, ładnych dzieci i nie dociera do nich, że dzieci ich nie znają, że czerpią złe wzorce. Że znają tylko jedną stronę życia. Że widocznie dorośli krzyczą i przeklinają. Skoro chce być jak tata albo mama, to czemu też nie mam tak robić? Ale jak to? Można spędzić cały dzień uśmiechając się, rozmawiając, bawiąc, gotując i robiąc wiele rzeczy wspólnie? Bez kłótni? Ale jak to?!

A ja się boję. Że w pewnym momencie praca, szybki tryb życia sprawi, że będę się wyżywać na dzieciach. Że zapomnę o co chodzi w wychowaniu. Że nie będę z nimi, tylko obok. Że w weekend będę sprzątać dom i planować obiady na przyszły tydzień, bo w ciągu tygodnia nie mam na to czasu. Że nie znajdę czasu na spacer albo zabawę z dziećmi. Albo będę na to zbyt zmęczona. Skoro nie mam czasu na rodzinę, to po co ją zakładać? Żeby zniszczyć życie komuś innemu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *